ODPUŚĆ, JEŚLI NIE MASZ NA TO WPŁYWU

Facebooktwittergoogle_pluspinterestlinkedinmail
image_pdfimage_print

Dzisiaj są Walentynki, ale ten post bynajmniej nie będzie o miłości. A raczej o radości, szybkim upadku i równie szybkim powrocie do stanu równowagi. I właśnie dzisiaj, w chwili słabości powiedziałam sobie „Odpuść, jeśli nie masz na to wpływu. Działaj, jeśli możesz coś zrobić”.

Ten post jest pierwszym tekstem związanym z Wellness, czyli szeroko pojętym stanem dobrego samopoczucia. I chyba pierwszym wpisem tak osobistym.

Dzisiejszego dnia wstałam niezwykle dobrze wyspana. Nie zdarza mi się to ostatnio zbyt często, ponieważ z powodu nadmiaru pracy i stresu, który gdzieś działa podświadomie, mózg pracuje intensywnie także w nocy. Jakość snu również pozostawia wiele do życzenia. Ale i na to na szczęście są sposoby. Krótko ujmując – tego wszystkiego jest zbyt wiele! :) Trzeba w końcu sobie pozwolić na uczucie zmęczenia i odpocząć. To luksus, na który każdego stać.

Aby przejść do sedna wpisu, czyli tego jak dzisiaj upadłam, powstałam i wyciągnęłam szybkie wnioski, muszę wyjaśnić kilka spraw.

Naprawdę każdy ma problemy

Należę do osób zdrowych i każdego dnia dziękuję Bogu za to, że mam ręce, nogi, sprawny umysł i pełną zdolność do pracy, pomocy i spełniania się. Mimo to, od niemal 10 lat borykam się z problemem z żyłami. Genów się nie wybiera. To coś, na co nie mam szczególnego wpływu, ale za to wymaga uwagi i troski z perspektywy przyszłości. Z roku na rok może być tylko gorzej, dlatego ważne jest, aby tu i teraz nie zaniedbać tej sprawy. By potem nie żałować, że mogłam lepiej, bardziej. A czasu się cofnąć nie da.

Uczucie ciężkości nóg, pajączki, skurcze łydek to nie tylko problem dorosłych :) Mając 20 lat, początkowo dokuczały mi jedynie kwestie estetyczne, ale z czasem zaczęłam odczuwać także ból, czy siedząc, czy czasem nawet szybko chodząc. Która kobieta tego nie zna… Ciężkość nóg, ich opuchnięcie, ból… Pytanie – dlaczego w tak młodym wieku; dlaczego tak aktywnej osobie?

Kwestia kosmetyczna to nie problem – obecnie jest wiele możliwości. Polecam każdemu, kto ma pajączki czy żylaki, konsultację z naczyniowcem i szukanie rozwiązań. Moje poczucie własnej wartości niezwykle podskoczyło po odpowiednio dobranych przez lekarza flebologa zabiegach. Było to szczególnie ważne, patrząc na młody wiek. Jedynie czego w ówczesnym czasie żałowałam (chociaż nie powinnam), to to, że zajęłam się tą kwestią tak późno. Plusem zabiegów był również zanik objawów ciężkości nóg i bólu. I nie jest to żadna reklama, a jedynie subiektywne odczucia.

Każdy ma jakiś problem, dla każdego też inna sprawa przyjmie duży rozmiar. Jeśli nie masz nogi, sprawa „pajączków” nie będzie dla Ciebie niczym istotnym. Ba! Możesz uznać to za kaprys. Jednak takie problemy powodują, że patrzysz na swoje możliwości nieco inaczej bądź zmieniasz swoje cele pod wpływem wydarzeń z nimi związanych.

I właśnie dzisiaj znów odczułam ograniczenie ze strony moich nóg i poczułam ból psychiczny z powodu świadomości, że to one mogą zablokować realizację moich marzeń. Znasz takie uczucie?

Upadek, powstanie i rozwiązania

Ruch to bardzo ważny element mojego życia. Jestem chyba od niego uzależniona :) Trenuję, nie tylko bieganie, kilka razy w tygodniu, co dodaje mi moc do działania, a samotne bieganie, jak nic innego, pomaga się odstresować. Z bieganiem również wiążę pewne nadzieje, a raczej jedno marzenie. Na liście do spełnienia, jeszcze nieodhaczone, widnieje: „przebiec maraton”. Chociaż raz w życiu. Wystarczy. I nie jest to jakiś wielki wyczyn dla wielu osób, patrząc na zainteresowanie tą aktywnością, ale dopiero dzisiaj sobie uświadomiłam jak bardzo trudne to będzie do wykonania w moim przypadku. Wróciłam z porannego treningu ze łzami w oczach po 15 minutach… Znów odczułam ciężkość nóg i rozpierający w nich ból. I bezradność. Dobry humor, z którym powitałam nowy dzień, uleciał w ciągu sekundy.

Gdy dostrzega się swoje słabości w sytuacji jednoczesnego poczucia niewiarygodnej wewnętrznej mocy, życie w danej chwili może wydawać się niezwykle okrutne. Poczucie niesprawiedliwości, zrezygnowanie, złość. Emocji w takiej chwili może być wiele. A przecież spełnianie marzeń napędza działanie, motywuje i nadaje życiu sens. Kto marzy prawdziwie, ten marzenia realizuje (dlaczego warto, przeczytaj tutaj).  

Wracając z trasy, już pieszo, zastanawiałam się co teraz mam z tym problemem zrobić. Nie sądziłam, że tak szybko znów będę musiała podejmować decyzje w związku z żyłami – jechać do lekarza; zmienić lekarza; odczekać czy nie; zamykać kolejne żyły; laser; zmiana leków (znowu)? Czy w ogóle kiedykolwiek uda mi się przebiec maraton? Czy powinnam zrezygnować? Powtarzałam sobie „Nie masz na to wpływu, odpuść”. Ale przecież na pewno można coś zrobić!

Po powrocie do domu, wściekła z powodu tej słabości, od razu chciałam się poddać: zrezygnować z dzisiejszych planów, schować się, pogrążyć w smutku i całkowicie użalić się nad swoim losem.

Dopiero po kilku minutach przyszło otrzeźwienie – „Paulina, nie poddawaj się! To śmieszne, że chcesz zmienić swoje plany z powodu sprawy, z którą na pewno możesz coś zrobić, a przecież w tym momencie nie masz na nią wpływu!”

I nastąpił potok pomysłów. Odblokowanie.

„Co możesz zrobić? Myśl – co możesz zrobić?!”

„Pamiętasz, lekarz w tamtym roku czy dwa lata temu zasugerował konsultację neurologiczną, bo sprawa może dotyczyć kręgosłupa a nie samych naczyń. Skontaktuj się z neurologiem! Masz przecież znajomego, napisz maila, zapytaj się co powinnaś zrobić. Jakie badania powinnaś wykonać. To nic trudnego.”

„Robiłaś nalewkę na żyły i nie wyszła za pierwszym razem, bo pomieszałaś składniki. Dlaczego zrezygnowałaś tak łatwo? Przecież możesz jeszcze raz spróbować. Tym razem sprawdzisz wszystko dokładniej. Ponoć jest skuteczna. Zrób to!”

„Jedź do swojego lekarza lub umów się tu, na miejscu, na konsultację. Pogadaj ze znajomymi, może oni kogoś polecają. Wykonaj usg jeśli trzeba, sprawdź co tam się w tych żyłach dzieje. Czy to może sprawa zakrzepowa czy niewydolność bądź coś innego. Możesz to zrobić jutro. Nie odkładaj niczego. Przecież dawno byłaś. Sprawdź!”

„Więcej się rozciągaj.”

„Zmniejsz ilość kawy, zadbaj o magnez. Skurcze możliwe, że są również przez to, że odczuwasz niedobory magnezu, a ostatnio piłaś dużo kawy. Za dużo. Przecież możesz ją ograniczyć, a wiesz jak bardzo Cię odwadnia i jak mocno Ci wypłukuje wszystko z organizmu. Albo teraz posuplementuj go trochę albo zadbaj o produkty bogate w magnez. Przecież możesz to zrobić i wiesz jak!”

„Odpuść, ale działaj!”

„Poradzisz sobie. Dasz radę. A jak potrzebujesz, to poproś o pomoc. Ale zrób coś!”

Nie trać czasu. Odpuść. Bądź proaktywny!

Proaktywność to jedna z cech osobowości, którą staram się codziennie pielęgnować. Jest ona dla mnie niezwykle wartościowa życiowo. Bo zawsze znajduje się rozwiązania. Czasem na kolanach i po upadku (u mnie nawet często), ale za to skutecznie.

Po raz pierwszy usłyszałam o tym terminie na szkoleniu firmy Forever Living Products, na którym usłyszałam świetny wykład terapeuty Iwony Majewskiej-Opiełki, autorki książki „Trener osobisty. 365 dni z Iwoną Majewską-Opiełką”. Porusza w niej m.in. działania proaktywne i uczy takiej postawy. Przez kilka miesięcy nosiłam również na ręku kolorową opaskę przypominającą o tym, by uczyć się proaktywności i o niej nie zapominać. Chyba spełniła swoją rolę :)

A co oznacza PROAKTYWNOŚĆ?

„Podejście proaktywne oznacza chęć robienia więcej niż zwyczajowe obowiązki. Oznacza to także posiadanie umiejętności zauważania nadarzających się sposobności, poszukiwania nowych alternatyw i rozwiązań oraz korzystania z nich. Osoba proaktywna nie poddaje się: Przeszkody są po to, aby je pokonywać.”

Więcej można przeczytać m.in. tutaj.

Zanim usiądziesz i załamiesz całkowicie ręce pomyśl, jaki masz problem i czego potrzebujesz, aby sobie z nim poradzić. Jeśli sam/ sama nie potrafisz sporządzić takiej listy, usiądź z kimś, kogo warto się poradzić, komu ufasz i kto Cię zna na tyle, że uzna, że dany sposób rozwiązania może być dla Ciebie odpowiedni, że sobie z danym zadaniem poradzisz. Wspólnie łatwiej znaleźć właściwe rozwiązania.

Gdy już znajdziesz rozwiązania, zadbaj o to, aby się trzymać ich wykonania. Ja osobiście sporządzam listę zadań i zaznaczam „ptaszkiem” te, które są wykonane. To naprawdę działa!

Ostatecznie… Trzeba chcieć sobie radzić, trzeba chcieć nie użalać się nad sobą, trzeba chcieć szukać rozwiązań. A jeśli nie masz wystarczająco dużo siły by poradzić sobie w pojedynkę, spójrz wokół – inni na pewno są chętni do pomocy, inni też potrzebują wsparcia i siły. Wspólnie łatwiej pokonywać trudności, ale wymaga to otwarcia się na innych i na nowe możliwości. Czy potrafisz?

Ja wierzę, że tak! ;)

Facebooktwittergoogle_pluspinterestlinkedinmail

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *