MÓJ DZIEŃ, MOJE JEDZENIE, MOJE ŻYCIE

Facebooktwittergoogle_pluspinterestlinkedinmail
image_pdfimage_print

Tym razem wpis lifestyle’owy. Tak mnie coś tknęło między poniedziałkowymi obowiązkami, aby zatrzymać się na chwilę i wyrzucić z siebie myśli, spisać je jak na kartkach pamiętnika. Nie wiem czy będzie miało to większy sens, ale trudno. Może kogoś te myśli zainspirują, pobudzą drobną iskrę, choć na chwilę, aby ruszyć krok do przodu. Może dla kogoś stanę się odrobinę bliższa i bardziej znajoma, dzięki czemu z większą ufnością skorzysta z informacji zawartych na stronie. Może… Mam takie małe ciche życzenia.

jedz_kochaj_zyj

Uwielbiam lato! Za energię słońca, za światło i dłuższy dzień. Za świeże warzywa i owoce jagodowe. Za możliwość pracy przy komputerze na dworze. Za kwitnące kwiaty i bezchmurne niebo. Za śpiew ptaków o świcie i spadające gwiazdy w nocy. Za uczucie, że są wakacje, mimo że już dawno przestałam z nich korzystać jakbym chciała. Za typowo letnie spotkania towarzyskie i wycieczki jednodniowe. Za letnią energiczną muzykę i poczucie „że się chce żyć”.  Za rower i rolki. Za wodę i wspinaczkę górską. Za nadzieję, że będzie tylko i wyłącznie lepiej.

I właśnie dziś po powrocie z przychodni postanowiłam przenieść swoje biuro na dwór. Woda do picia i słuchawki na uszy, aby się lepiej skupić. Przyrody posłucham wieczorem jak pójdę biegać ;) Jest połowa lata, a ja tak mało razy pracowałam na dworze, chociaż miałam setki możliwości… Trudno się mówi, postaram się wykorzystać pogodę jeszcze kilka razy do jesieni, póki mogę. Podobnie… dlaczego nie jem śniadań na tarasie, mimo takich możliwości??? Kilka razy to o co najmniej 50 za mało. Przecież i tak ogrom czasu spędzam w budynkach. A taka pogoda nie będzie trwać przecież wiecznie. A czas ucieka.

Czy macie czasem takie poczucie, że Wasze życie może lepiej wyglądać niż wygląda? Że możecie bardziej? Że chcielibyście przysłowiowo „chwytać dzień” i czerpać maksimum z każdej chwili? 

Mogę wymieniać rzeczy, których jeszcze nie zrobiłam tego lata bez końca. Podobnie jak mogę bez problemu zapełnić drobnym maczkiem kartkę A4, pisząc za co lubię lato. I o dziwo „jedzeniowych pozytywów” znalazłabym najmniej ;) Ale prawda jest taka, że uwielbiam każdą porę roku. Każda jest dla mnie wyjątkowa. Nie zawsze tak było, ale w miarę upływu czasu jestem bardziej wdzięczna za to, co udaje mi się przeżyć i dostrzec. Przyjmuję charakterystykę pór roku za coś oczywistego. Nie dziwię się ani upałom w lecie ani odwilży na wiosnę. Dostosowuję się do zaistniałej sytuacji jak kameleon do otoczenia. Mniejszy stres, większa lekkość życia, więcej dostrzeżonych pozytywów… Takie proste [sic!]. I mimo, że mamy już połowę lata, a jesień staje się coraz bardziej wyczuwalna w powietrzu, to jednak nadal mam ponad miesiąc, by zrealizować małe cele, których nie udało się wcielić w życie do tej pory. I już myślę i analizuję jak sprawnie i w miarę szybko odhaczyć te punkty na liście. Na szczęście nie jest jeszcze za późno! A kto wie co się wydarzy do następnego lata… A prawda jest taka, że może wydarzyć się absolutnie wszystko. Dobrego i złego.

Mój dzień

Dziś obudziłam się z poczuciem, że muszę bardziej wyjść do Was, więcej pokazywać co robię na co dzień, czym się zajmuję, jak mi się udaje pewne rzeczy zrealizować. Poczułam, że powinnam przekazać nie tylko wiedzę żywieniową, ale i podzielić się swoim doświadczeniem osobistym. Bo też stosuję dietę specjalistyczną, też trenuję i też jestem człowiekiem, który ma wzloty i upadki. Człowiekiem, któremu wbrew opinii i poglądom ogółu wcale nie wszystko wychodzi i który także potrzebuje wsparcia i pomocy. Który może i wypracował stabilizację psychiczną przez ostatnie lata, ale który nie jest nadal uporządkowany organizacyjnie.

Dlatego też staram się sama udzielać wsparcia każdemu, kto mnie o nie poprosi i dostrzegać sytuacje, kiedy inni potrzebują pomocy, mimo że nie wołają (a szkoda). Najbardziej chciałabym jednak pokazać, że zmiany są potrzebne i możliwe do wprowadzenia, że wcale nie są przeznaczone dla „tych lepszych”. Każdy absolutnie każdy może dokonać czegoś niezwykłego, każdy zasługuje na szczęśliwe życie, każdy może realizować marzenia. A dobro przekazane do człowieka wraca.

No dobrze, koniec wielkich słów w stylu Ewy Chodakowskiej ;) Z nią praca byłaby jak marzenie… Bo w pełni popieram jej podejście do życia. Sięgać wysoko i kochać innych. Czego chcieć więcej?

 

Moje jedzenie, moje życie

Grunt to ułatwiać sobie życie. Od jakiegoś czasu staram się podążać zgodnie z tą zasadą. Czasem się udaje, czasem nie, ale ogólnie próbuję nieustannie modyfikować swoje działanie właśnie po to, aby iść jak najprostszą ścieżką. Także żywieniowo.

Zdrowe żywienie to wyzwanie dla niejednej osoby. Dla mnie to element stylu życia. Podstawa, aby odpowiednio komfortowo się czuć każdego dnia. Pracowałam nad tym elementem dość długi czas. Dostosowywałam swój styl żywienia wiele miesięcy, może nawet lat. Bo nie jest tak, że od razu wiedziałam co robić :) Po drodze wypróbowałam kilka możliwości dietetycznych – diety lecznicze, wysokowęglowodanowe (przez aktywny tryb życia), makrobiotykę, paleo, wegetarianizm, żywienie rozdzielcze, inne. Dzięki diagnostyce nietolerancji pokarmowych (co to jest? przeczytaj tutaj) udało mi się wyeliminować to, co wpływało negatywnie na moje samopoczucie. To był początek zmian. Potem głośniejsze stało się żywienie paleo. Mimo, że koncepcja żywienia jak ludzie pierwotni mnie nie przekonuje (sama w sobie), z powodu słabej (moim zdaniem) argumentacji (nie mówię tu o szkodliwym działaniu np. lektyn w chorobach autoimmunizacyjnych), a sami twórcy różnych nurtów/ protokołów paleo biorą pod uwagę różne warianty eliminacji (np. niektórzy uważają że organiczne przetwory mleczne są już okej, podobnie jak dopuszczalne jest sporadyczne spożywanie fermentowanych zbóż czy niskoskrobiowych strączków lub fermentowanej soi), to chętnie korzystam z przepisów paleo/ SCD/ GAPS każdego dnia. Szczerze uwielbiam ten sposób żywienia, m.in. za wykorzystywanie naturalnych składników w niezwykły sposób. Połączenie bezglutenowego weganizmu z bezjajecznym paleo jest dla mnie optymalnym sposobem żywienia.

Jak to możliwe, że łączę te wykluczające się diety w ciągu dnia? ;)

  1. stosuję dietę rozdzielczą (nie łączę węglowodanów z białkiem zwierzęcym), dzięki czemu naturalnie powstaje podział na posiłki wegańskie i w stylu paleo;
  2. nie trawię dobrze nadmiaru węglowodanów (mam najwyżej dwa razy w ciągu dnia węglowodany złożone – kasza jaglana, gryka, komosa ryżowa, amarantus, płatki owsiane, czasem sorgo w posiłkach wegańskich;
  3. spożywam śniadania białkowo- tłuszczowe (paleo) – na ten temat będzie oddzielny wpis (zbieram jeszcze materiały);
  4. podstawą posiłków są warzywa i owoce (jeśli obserwujecie mnie na Instagramie to pewnie zauważyliście, że posiłki obfitują w warzywa); czy wiecie że osoby żywiące się paleo spożywają więcej warzyw niż wegetarianie/ weganie? (oczywiście znajdą się wyjątki);
  5. mój organizm bardzo dobrze wykorzystuje dostarczone białko, dlatego ograniczam białko zwierzęce ogółem (nie potrzebuję więcej jak mała porcja mięsa/ ryby/ pasztetu dziennie, aby zregenerować organizm także po wysiłku); mam najczęściej jeden posiłek z białkiem zwierzęcym w ciągu dnia;
  6. jako źródło białka wykorzystuję też moczone nasiona i orzechy, pełne ziarna zbóż i pseudozbóż bezglutenowych, moczone strączki jak fasola mung, ciecierzyca i soczewica (weganizm).
  7. spożywam jedynie tłuszcze naturalne – olej kokosowy virgine i bezzapachowy, masło zwykłe lub klarowane, smalec, oliwę z oliwek, awokado, nasiona, pestki i orzechy – na źródła tłuszczy bardziej zwraca się uwagę w kuchni paleo jak w wegańskiej.

moj_dziennik_dietyspecjalne.eu

Na zdjęciu: duszone na oleju kokosowym warzywa (batat, brokuły, czerwona cebula, zielona papryka, pieczarki z dodatkiem zieleniny, czosnku i pieprzu cayenne) ze świeżym pomidorem, kiszonym ogórkiem i płatkami migdałowymi.
Na zdjęciu: duszone na oleju kokosowym warzywa (batat, brokuły, czerwona cebula, zielona papryka, pieczarki z dodatkiem zieleniny, czosnku i pieprzu cayenne) ze świeżym pomidorem, kiszonym ogórkiem i płatkami migdałowymi.

 

Jeśli śledzisz moje wpisy to wiesz, że jestem bezglutenowcem. Od wielu lat nie jem także mleka i jego przetworów. Mimo, że nie wykazano w badaniach nietolerancji, moja cera cierpi za każdym razem po spożyciu mleka. Cóż, wolę mieć ładniejszą cerę, której nie będę musiała przykrywać pudrem i podkładem, dlatego też wybieram eliminację ;)  Od ponad roku nie spożywam też jajek, stąd bezjajeczne paleo. Pewien czas temu próbowałam je włączyć do diety, ale niestety objawy nadwrażliwości powróciły po niedługim czasie. Mam też niemal „uczulenie” na cukier – nie ruszam, nie tykam, a jak już tykam to niezwykle rzadko. Podobnie jak słodzików. Posiadam zbyt dużą już wiedzę na ten temat, aby ignorować problem wpływu cukru na zdrowie. Eliminuję także drożdże (wciąż odczuwam nadwrażliwość po włączeniu). Ponadto nie palę, rzadko piję alkohol, wyeliminowałam także kawę (czuję się bez niej o niebo lepiej), biegam minimum 3x w tygodniu, ćwiczę fitness, w międzyczasie jeżdżę na rowerze czy rolkach. Poruszam się po mieście pieszo. Ot taki zdrowy styl życia.

Oczywiście zdarzają się jedzeniowe „wpadki” i przestoje w treningach. Czasem nie mam kompletnie ochoty nawet udawać, że jest wszystko cudownie, że mam ochotę się ruszyć z łóżka i że nie tęsknię za pizzą Prowansalską z Dominos’a czy pierogami ruskimi mojej babci… Bo przecież „coś od życia się należy”. Oczywiście należy się od życia, ale możliwości czerpania z życia co najlepsze jest wiele, także związanych z jedzeniem. A sięganie po najprostsze rozwiązania jest oczywiście wygodne, ale jak widać na moim przykładnie nie pozostaje obojętne dla organizmu, który za każdym razem na nowo musi sobie radzić z „wrogiem” zamiast wspierać pracę mózgu czy regenerować się po treningu. A nawet jeśli sięgam po coś zakazanego, to raz na kilka miesięcy. Ale to są jak zwykle wybory i świadomość ponoszonych konsekwencji. Nie wiemy jeszcze czy przy nadwrażliwości nieceliakalnej na gluten konsekwencje długoterminowe są podobne jak w przypadku celiakii, dlatego moje sporadyczne podjadanie glutenu jak na razie (przynajmniej w teorii) nie przynosi większych szkód zdrowotnych (chociaż w to do końca nie wierzę, bo za każdym razem organizm reaguje ze zdwojoną siłą, jakby dawał do zrozumienia, że mu dana potrawa/przekąska szkodzi).

A prawda jest taka, że jeśli odpuszczę, denerwuję się następnego dnia, bo muszę przystopować z treningiem bądź z niego zrezygnować, znaleźć czas na regenerację, itp. Potrzebuję więcej czasu, aby wrócić do swojej normy samopoczucia psycho-ficzycznego. Nie lubię marnować czasu, bezsensownie czekać na lepsze jutro, dlatego tym bardziej staram się trzymać swoich zasad postępowania. Z jakiegoś konkretnego powodu w końcu je sama dla siebie ustaliłam. Wybór. Każdego dnia. Ale to wszystko w końcu jest dla mojego dobra. Prostuję więc ścieżki – zdrowo się odżywiam. Każdego dnia też się ruszam. W nocy śpię. Zdrowy styl życia to moja podstawa, na której układam całą resztę.

Pozdrawiam!

Facebooktwittergoogle_pluspinterestlinkedinmail

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *